Uwaga

"Perfect" i "Addict" nie jest tłumaczeniem. Cała historia jest fikcją, nigdy nie miała miejsca. W niektórych rozdziałach występują treści wulgarne, przeznaczone dla osób dorosłych. Czytasz na własną odpowiedzialność. Prawa autorskie są zastrzeżone. Na blogu mogą występować błędy. Jestem amatorką, więc nie wymagaj ode mnie za dużo.

ADDICT

"PERFECT"- CZYLI CZEŚĆ PIERWSZA JEST JUŻ SKOŃCZONA, KONTYNUACJA JEST NA BLOGU : WWW.ADDICT-FANFICTION.BLOGSPOT.COM

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 20

Do wyjścia pozostało 30 min., a Harry był nadal nie gotowy. Szykuje się dłużej  niż kobieta. Co on tak długo robi?
-Harry? Za ile wyjdziesz z łazienki?
-Jeszcze chwila.
-Tylko szybko.
-No już, już.
**
Wyszedł z  łazienki ubrany tak, jak mówił wcześniej. Mój wzrok powędrował od jego stóp, aż po czubek głowy. Koszula w kratę, jego ulubione, czarne spodnie i te mocno znoszone buty.  Uśmiechnęłam się na ten zniewalający widok.  Lekko rozpięta koszula, krzyżyk zawieszony na rzemyku i te tatuaże. Był perfekcyjny. Wszystko miał dopracowane. Objął mnie w pasie i zeszliśmy na dół.  Siedzieli tam chłopcy. Wszyscy gotowi do wyjścia. Chyba po raz pierwszy byli wyszykowani przed nami. Dochodziła godzina 21. Czas wychodzić. Wsiedliśmy do dwóch samochodów. Ja, Harry, Zayn i Liam w jednym, a Louis, Eleanor i Niall w drugim. Pod klub zajechaliśmy w niecałe 15 minut. Szybko. Wyszliśmy z aut i od razu  stado paparazzi nas zaatakowało. Gdyby nie ochrona chłopców już by nas stratowali. Bramkarze w klubie przepuścili nas bez stania w kolejce. No tak, chłopcy są sławni. Ludzie stojący i czekający na wejście, bardzo się  zdenerwowali. Ruszyliśmy przez  długi  korytarz, aż do głównej Sali.  Spojrzałam na chłopaka. Oczy mu się zaświeciły, a na twarzy zagościł uśmiech. Zacisnęłam uścisk na jego dłoni. Ruszyliśmy przez środek Sali, między spoconymi, ocierającymi się o siebie ciałami. Doszliśmy do baru. Każdy z nas zamówił po trzy, różne drinki.  Usiedliśmy przy stoliku na dużych, czerwonych i czarnych kanapach. No tak. Strefa VIP. Czego innego mogłam się spodziewać?  Kelnerka przyniosła nasze drinki. Piłam swojego bardzo powoli. Harry cały czas obserwował mnie z pożądaniem. Położyłam dłoń na jego udzie, a on chwycił ją w swoją i przybliżył głowę do mojej.
-Chodźmy zatańczyć.
Mruknął do mojego ucha. Wstał, a ja zaraz za nim, jak jego cień.  Ruszyliśmy na sam środek parkietu. Stanęliśmy naprzeciwko siebie. Objął moją talię ręką. Przyciągnął do siebie. Mimo, że w tle leciała jakaś szybka, dyskotekowa piosenka to i tak my tańczyliśmy wolno, tak jakbyśmy zapomnieli o istniejącym wokół nas świecie. Wpatrzeni w swoje oczy, myśleliśmy tylko o sobie. Tańczyliśmy tak, do czasu, aż ktoś nie zaczął wołać Harry’ego. Kobieta. Starsza. Nawet dużo starsza. Wysoka brunetka. Miała na sobie szpilki, obcisłą, granatową, krótką sukienkę, która mogła należeć do jej córki i neonową, żółtą , malutką torebkę. Makijaż na jej twarzy był bardzo wyzywający. Chwila. Czy to nie ta prezenterka Xtra Factor? Jak jej było? Caroline? Tak! Caroline Flack. Spojrzałam na Harry’ego. Miał minę typu „co-ta-wariatka-tutaj-robi?” Spotykali się. Nadal nie mogę uwierzyć w to, jak Harry mógł się spotykać z czternaście lat starszą kobietą. Podeszła do nas, bez skrępowania przytuliła  i ucałowała w policzek Harry’ego. Stanęła przed nami i przyglądała się. Raz na Hazze, a raz na mnie rzucała swoje chłodne spojrzenie. Wyciągnęłam w jej stronę prawą rękę na powitanie.
-Jestem Ava, Ava Watson.
Spojrzała na moją dłoń i rozpoczęła rozmowę z Harrym, całkowicie mnie ignorując.
-Harry, skarbie cieszę się, że Cię widzę.
-Caroline, może nie teraz!?
-Czemu? Wreszcie Cię spotkałam. Pisałam, dzwoniłam, nawet byłam kilka razy u ciebie.
-Mówiłem, że to koniec.
-Harry!
-Caroline! Myślę, że to nie jest dobre miejsce na tego typu rozmowy.
-To niech ona sobie pójdzie i będzie dobrze.
-Lepiej jeśli ty stąd pójdziesz.
Wlepiła w Harry’ego, a następnie mnie gniewne spojrzenie. Odwróciła się i z zadartym do góry nosem odeszła. Wtuliłam się mocno w Harry’ego.
-Nie przejmuj się nią.
-Jak mam się nie przejmować? To twoja była.
-Właśnie. Była. Nie liczy się już.
-Ja też kiedyś mogę się nie liczyć.
-Nie!
-Skąd wiesz co się wydarzy?
-Wiem. Nie rozmawiajmy o tym teraz.
Wróciliśmy do naszego stolika. Wypiliśmy kolejnego drinka. Reszta cały czas o czymś rozmawiała. Niall śmiał się w niebogłosy. Nagle ucichli i spojrzeli na nas.
-Coś się stało?- spytał Liam.
-Nie, wszystko Okay.
-Na pewno?
-Tak.
-Widzę właśnie. Mówcie. Co się stało?
-Caroline.
- Cofam swoje słowa. Nie mów mi o niej. Nie chcę tego słyszeć.
-No widzisz.
-No dobra. Martwię się o was. Co z tą…ygh..hm.. Caroline?
-Przed chwila ją spotkaliśmy.
-Co ona tutaj robi?
-Skąd mam wiedzieć? Powiedziała, że przychodziła do nas, wydzwaniała, tęskni i takie tam.
-Gdzie ona teraz jest?
Liam zerwał się na równe nogi, a reszt a chłopaków się na niego spojrzała. Był zły. Wiedział, że Caroline zraniła jego przyjaciela.
-Li uspokój się.
-Jak? Nie chcę znowu paru dni spędzać w pokoju obok użalającego się nad sobą Harryego.
-Wcale nie użalałem się.
-Ty tak uważasz.
-Możemy o tym nie rozmawiać?
-Ale to jej dotyczy.
-Nieważne.
-Kim była dla ciebie Caroline?- Po paru minutach wysłuchiwania ich w końcu odważyłam się coś powiedzieć.
-Spotykaliśmy się.
-Była ważna dla ciebie?
-Sam nie wiem. Teraz ciężko na to pytanie odpowiedzieć.
-Głupio się czuję. Myślałam, że nigdy nie spotkam żadnej z twoich byłych.
-Ja też.
-To niezręczna sytuacja.
-Nie martw się, dopilnuję, abyś już nigdy nie spotkała żadnej.
-Jesteś pewny?
-Zaufaj mi. Okay?
-No dobrze. Liam, um.. usiądziesz wreszcie?
-Aa. Tak. Byłem po prostu w szok~u.
-No nie co dzień spotyka się swoje byłe.
-Skończymy chłopcy już ten temat.
Wstałam i złapałam mojego chłopaka za rękę. Jak to dobrze brzmi „Mój Chłopak”. Jestem cholernie dumna z tego ile osiągnął. Jest niesamowity. Taki ambitny. Harry to perfekcja. Pociągnęłam chłopaka za sobą. Przyciągnął mnie do siebie i odwrócił. Moje plecy stykały się z jego klatką, która szybko się unosiła i opadała.  Ręce Hazzy trzymały moje biodra. Lekko nimi kołysał w rytm muzyki, na boki przy czym moje pośladki ocierały się o jego przyrodzenie. Lewa ręka chłopaka przejechała w górę, wzdłuż mojego ciała. Odgarnął włosy z mojego ramienia i szyi. Złożył na nich delikatne pocałunki. Gardłowy jęk wydostał się z jego ust. Odchyliłam głowę do tyłu, tak aby opierała się o ramię chłopaka. Przeczesałam palcami jego włosy. Znowu usłyszałam ten gardłowy jęk. Zatraciliśmy się w naszej bajce. To był nasz i tylko nasz magiczny świat, do którego czasem odbywaliśmy podróże. Ręce Harry’ego wróciły na moje biodra, a moje pozostały w jego nieskazitelnych włosach. Nadal kołysał moimi biodrami. Było idealnie. Ta chwila mogła trwać wiecznie, gdyby kolega Harry’ego nie chciał wydostać się z jego spodni. Napierał bardzo mocno na moje pośladki. W sumie to powinnam się cieszyć, że mam na niego taki wpływ.
-Widzisz jak na mnie działasz?- wymruczał do mojego ucha, a jego gorący i szybki oddech lądował na mojej szyi.
-Harry?
-Hm..?- obcałowywał cały czas moja szyję.
-Wróćmy do domu. Co ty na to?
-Pewnie Maleńka.
Objął mnie w talii i ruszyliśmy w kierunku stolika, przy którym siedziała reszta. Lou z Eleanor, Niall z jakąś brunetką, a Liam- szatynką. Zayn był sam, wpatrzony w swój telefon. Harry na chwilę przysiadł się do Daddy’ego, a ja wykorzystałam tą chwilę i usiadłam obok Malika. Położyłam dłoń na jego ramieniu. Wpatrywał się nadal w swój telefon.
-Zayn. Co jest?
Spojrzał na mnie, ale po chwili jego wzrok skierował się tam gdzie był wcześniej.
-Zayn. Powiedz mi.
Nagle odwrócił się do mnie. Objął moja twarz swoimi dużymi dłońmi. Mocno wpił się w  moje usta. Zaczęłam go odpychać, ale był naprawdę silny. Usłyszałam głos Harry’ego. Zacisnęłam usta najmocniej jak mogłam. Wreszcie Zayn skończył. Otworzyłam oczy. Ujrzałam tylko jak pięść Harry’ego ląduje na policzku Malika.
-Masz się do niej nie zbliżać! Rozumiesz?
Zobaczyłam kolejne mocne uderzenie ze strony Harry’ego. Liam i Louis próbowali go powstrzymać, ale na marne. Harry był bardzo silny. W końcu codziennie trenował.
-Harry, proszę, zostaw go!- Zebrałam się w sobie i krzyknęłam.
Spojrzeli na mnie, a w moich oczach zaczęły pojawiać się pojedyncze łezki.
-Harry! Ava się boi. Przestań!- Liam szarpnął mocniej Harry’ego.
Podszedł do mnie i przytulił. Wiedziałam, że przy nim mogę być bezpieczna, ale to jak zareagował, to jak był wściekły, powodowało u mnie strach. Trzęsłam się. Louis zabrał ode mnie Harry’ego. Zawołali Niall’a, aby ten zawiózł mnie do domu oddzielnym samochodem.
**
Dojechaliśmy. Kiedy auto stało już na podjeździe, ja nadal siedziałam w fotelu, cała zapłakana, nerwowo bawiąc się palcami.
-Ava, wysiadasz?
-Tak, tak już.
Nie drgnęłam, ani na centymetr.
-Av, aby wysiąść  z samochodu musisz otworzyć najpierw drzwi. Chcesz to zrobić za pomocą siły umysłu?
-Już wychodzę.
Zrobiłam teraz tak jak powiedziałam. Niall okrył mnie swoją bluzą. Zaprowadził do pokoju. Usiadłam na ziemi, jednocześnie opierając się o ramę łóżka. Niall zmierzał w kierunku wyjścia.
-Zostań.
-Jesteś pewna?
-Potrzebuję teraz kogoś, a chyba na Harry’ego lub Zayn’a nie mam co liczyć.
-To w takim razie zostanę.
Przysiadł się obok mnie. Objął ramieniem i pozwolił wypłakać.
-Co cię łączy z Zayn’em?
-Proszę nie pytaj mnie o nic.
-Ale to ważne, bo jesteś z Harry’m, a mimo to całujesz się z na boku z Malikiem.
-To nie jest takie łatwe.
-No to właśnie, po to tu jestem. Wytłumacz mi to.
-Nie teraz. Proszę.
-No dobrze. Oprzyj się już i nie płacz.
Zasnęłam na ramieniu chłopaka.
**
Obudziły mnie krzyki dochodzące z dołu. Zebrałam się z łóżka. Spojrzałam na telefon. Godzina 9.34. Jak ja długo spałam. Miałam na sobie cały czas sukienkę z wczoraj i bluzę Niallera. Zeszłam na dół. Zayn i Harry. Reszta chłopców tylko obserwowała. Widocznie jeszcze nie doszło do rękoczynów. Poszłam do kuchni najciszej, jak tylko potrafiłam, aby nikt mnie nie zauważył.  Uf.. Udało się. Otworzyłam lodówkę, ale widok jedzenia mnie jakoś odrzucił. Zaparzyłam sobie kawę. Niestety ekspres nie jest cichy i chłopcy mnie usłyszeli. Weszli do kuchni.
-Jak się tutaj znalazłaś?- spytał Liam
-Spadłam z nieba.
-Ha ha bardzo śmieszne.
-Jak tak krzyczeliście, to nie dziwne, że mnie nie zauważyliście.
-Jak takie cos się robi!- Harry się wtrącił.
-Przestań!
-Ja nie przystawiam się do dziewczyny przyjaciela.
-Tak, ale podrywanie mężatki jest w porządku?
-Ok. Nie wracaj do tego. Jesteś moim przyjacielem. Wiesz, że mi na niej zależy.
-Ta, jak na poprzednich? Caroline, Lucy, Taylor, Emma, Emily. Dalej mam wymieniać?
-Możesz wreszcie skończyć? To, że tobie nie wychodzi z nikim, to nie zobowiązuje do tego, aby robić ze mnie jakiegoś kobieciarza. Okay?
-Przestańcie w końcu się kłócić!
-Ava, proszę Cię. Nie widzisz tego, że Harry chce kolejną zdobycz? Trofeum?
-Nie mów tak! Zresztą po co mi kolejne? Chciałem w końcu się prawdziwie zakochać i udało się.
Wtuliłam się w mojego chłopaka i mruknęłam do jego ucha. Cwaniacki uśmieszek ukazał się na jego twarzy. Przejechałam ręką po jego umięśnionym torsie, który przykrywała biała koszulka. Tak bardzo brakowało mi jego dotyku dzisiejszej nocy. Nadal jestem zła na nich za wczorajszą i dzisiejszą kłotnie Chwyciłam za naszyjnik od Zayn’a i go zdjęłam.
-Masz. To nie ja jestem tą księżniczką.
-Wiesz, że jesteś. Zachowaj go. Proszę.
-Zayn, lepiej nie.
Harry wbijał w niego swoje spojrzenie, chciał, aby to się w końcu zakończyło. Chwyciłam za prawą dłoń Zayn’a  i położyłam na wewnętrznej części łańcuszek.  Zacisnął ją w pięść. Odwrócił się i odszedł.
-Nie musiałaś.
-Jasne. Zerwałbyś z chęcią ten naszyjnik, jeszcze w dniu, kiedy mi go dał.
-Masz racje.
**
Obudziły mnie promienie słoneczne, wpadające do pokoju i zapach świeżo, parzonej kawy. Przeciągnęłam się. Harry już nie spał, ale leżał koło mnie okryty, aż pod szyję kołdrą.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry.
-Jak się spało?
-Z tobą zawsze dobrze.
-Zrobiłem ci śniadanie.
Wstał z łóżka. Był nagi. Zakryłam oczy lewą ręką.
-Harry! Ubierz się!
-Po co? Widziałaś mnie już nago.
-No i co. Ubierz się. Nie musisz paradować mi z gołym tyłkiem przed oczami o..- spojrzałam na zegarek- o 9 rano.
-Oh. No dobrze. Skoro dla ciebie to taki problem.
-Po prostu idź się ubrać.
Położył tacę z jedzeniem na łóżku obok mnie. Płatki na mleku. Wow. Pamiętał. Podniosłam jedna z miseczek i zobaczyłam jakąś karteczkę.  Wzięłam ją do ręki. Miseczkę odstawiłam. 

-Harry?
-Hm.?
-Kocham cię.
-Jedz!
-Dobrze Tato!
-A właśnie. Co do twoich rodziców. Chciałbym ich poznać. Moja mama i siostra też. Tak dowiedzieli się. Też czytają gazety. Już wydzwaniała do mnie z pytaniami o ciebie milion razy.
-Będą zachwyceni. Cieszę się.
**
Parę dni później.
-Będę za tobą tęsknic.
-Ja za tobą bardziej.
-Zobaczymy się za dwa tygodnie.
-Długie dwa tygodnie.
-Zostaniesz z Justinem, ale lepiej by było gdybyś została z Eleanor lub Emily. Dawno się z nią nie widziałaś. Prawda?
-Tak. Może się spotkam z nimi Zaproszę na parę dni, jednak nie wiem czy powinnam. To wasz dom.
-Jest także twój. Tylko mi go tu nie roznieście. Chcę jeszcze do niego wrócić. Muszę iść.
Ucałowałam namiętnie chłopaka. Przytulałam go, aż chłopcy zaczęli wołać Harry’ego. Eleanor miała ten sam problem co ja. Już zaczynałyśmy cholernie za nimi tęsknić. Stanęłyśmy we dwie w progu drzwi.  Objęłyśmy się rękoma i machałyśmy do odjeżdżających chłopców.
-Nie martw się, za dwa tygodnie ich zobaczymy.
Mój telefon zawibrował. Sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni. 


Natychmiast odpisałam. 


-Eleanor! Tęsknie za Harry’m.
-Av, oni dopiero wyjechali. Musisz się przyzwyczaić. Też bardzo tęsknie za Lou, ale rozumiem, że uszczęśliwiają tym miliony dziewczyn, a kiedy one są szczęśliwe, to on jest uśmiechnięty. Jego uśmiech jest moim.
Usiadłam na kanapie, a El przyszła z popcornem w dużej, szklanej, przezroczystej misie. Włączyłam „Breakfast at Tiffany’s”. Telefon, który leżał na małym, czarnym stoliku zawibrował. 


Poznał kogoś? Szkoda, że mi nie powiedział. Ciekawe jaka jest?


-Justin przyjdzie.
-Kto to Justin?
-Kiedyś był moim narzeczonym. Do czasu, aż poznałam Harry’ego.
-A teraz?
-Pamiętasz jak wyjechałam na tą długą podróż?
-Tak, co z nią?
-To wtedy z nim byłam. Ale to przyjaciel. Nikt więcej,
-Acha.
-Przyjdzie ze znajomymi.


Pomyślałam: „Nie mów do cholery jasnej na mnie Maleńka!”
**
Wyszykowałyśmy się z Eleanor. Oby dwie włożyłyśmy bardzo obcisłe, czarne, krótkie sukienki. Na nogi wsunęłyśmy tego samego koloru, zwykłe szpilki od Louboutin’a. Usta pomalowałyśmy mocną, czerwoną szminką, a oczy pozostawiłyśmy naturalne. Włosy rozpuściłyśmy i zrobiłyśmy delikatne loki. Było idealnie.
**
Pobiegłam otworzyć drzwi. Justin i jego znajomi. Obdarzył mnie uściskiem. 
-Ava. Tęskniłem. Jak ja dawno cię nie widziałem.
-Też tęskniłam. Wchodźcie. 






środa, 24 lipca 2013

Rozdział 19

Zebrałam się z łóżka i podeszłam do porozrzucanych na podłodze teczek. Podniosłam je i włożyłam do szuflady. Chciałam zapomnieć o tym chociaż na weekend. Harry wszedł do pokoju z tacą pełną jedzenia. Położył ją na stoliku.
-Co robisz?
-Sprzątam bałagan, który już zdążyłeś zrobić.
-Szukałem czegoś.
-Rozumiem, że mam nie pytać czego?
-Tak.
-To nie będę.
-Zjedz śniadanie. Masz!
-Wykorzystałeś chyba jedzenie z całej lodówki.
-Nie wiedziałem na co masz ochotę, więc wziąłem wszystko.- posłał mi szeroki uśmiech.
-Wystarczyłyby zwykłe płatki z mlekiem.
-Nie!
Podeszłam, wtuliłam się w niego. Był taki ciepły i delikatny. Miał na sobie zwykłą, białą koszulkę i czarne, obcisłe spodnie, te co zawsze, brązowe, zdarte buty. Nie wyglądały one najgorzej, ale były znoszone.  Harry ubierał się naprawdę dobrze, lubił modę. Zdarzało mu się nawet chodzić na pokazy mody, zarówno damskiej, jak i męskiej. Cieszyłam się, ze nie musiałam sama chodzić na zakupy i szukać czegoś, w czym może wyglądać dobrze, zastanawiać się czy mu się spodoba. Harry chodził z chęcią do centrum handlowego, a czasami był nimi bardzo podekscytowany. Różnił się od reszty chłopaków. Lubił towarzystwo kobiet, rozumiał je i znakomicie się z nimi dogadywał. Jednym słowem- perfekcyjny.
-Kocham Cię, Harry!
-Ja ciebie też kocham.
**
Po zjedzeniu śniadania, ustaliliśmy, że pójdziemy na małe zakupy, a wieczorem  wybierzemy się do jakiegoś klubu.
**
Harry otworzył mi drzwi od samochodu. Wysiadłam i złapałam chłopaka za rękę. Wokół nas było mnóstwo fotografów, reporterów i dziennikarzy. No tak Harry był super gwiazdą. Niczym świeże mięsko dla wygłodniałego psa. Każdy robił zdjęcie lub krzyczał w naszą stronę, natychmiastowo podstawiając mikrofony pod nasze usta. Szybkie przedostanie się do galerii od razu wykluczyliśmy. Byłam przestraszona. Przecież nie co dzień koło mnie skacze tyle ludzi. Czułam się nieswojo. Kiedy już przedostaliśmy się przez tłum natrętnych paparazzi, wybraliśmy się do naszych ulubionych sklepów. Ochroniarz Harry’ego chodził cały czas za nami. Ale gdyby nie on, fotografowie nie daliby nam spokoju. Harry już w pierwszym sklepie wybrał dla siebie ciemne obcisłe spodnie, parę zwykłych, czarnych koszulek i szarą marynarkę. Chłopak się uparł i powiedział, że nie pozwoli mi wyjść z centrum handlowego bez przynajmniej czterech, ogromnych, pełnych toreb ubrań, butów i innych akcesoriów. Nie chciałam tego, aby za mnie płacił. Sama mogłam. Już widzę te nagłówki: „Czy dziewczyna Harry’ego Styles’a jest z nim tylko dla pieniędzy?”, „Poleciała na kasę!”, „Uwiodła młodego, bogatego wokalistę brytyjskiego boybandu!” Nie chciałam tego, ale mój chłopak jest bardzo uparty.
-Ava, a ty?
-Co ja?
-No weź cos! Ja stawiam.
-Harry, mówiłam,  że nie chcę, abyś mi czegoś kupował.
-Ale ja cię o to proszę.
-No, nie wiem.
-Proszę, weź coś dla siebie.
Harry poprosił ekspedientki, aby wybrały coś dla mnie. No tak, musiał dopiąć swego. Poszłam do przebieralni, a panie przyniosły mi w ekspresowym tempie sukienki, spodnie i koszulki. Aktualnie mierzyłam kremową sukienkę. Leżała idealnie. Spojrzałam na metkę z ceną i uśmiech zszedł mi z twarzy. Jej cena była zdecydowanie za wysoka.
-No i jak?- usłyszałam glos Harry’ego zza zasłony.
-Może być.
-Przymierz to!
Zobaczyłam rękę chłopaka, która trzymała wieszak z kompletem koronkowej, czarnej, ekskluzywnej bielizny. Takiej jak on lubi.
-Harry!
Szybko odsunęłam zasłonę i groźnym spojrzeniem zmierzyłam chłopaka.
-Mówiłaś, że nie za dobrze wyglądasz w tej sukience.
-Sama nie wiem.
-Wyglądasz cudownie. Jakby była zrobiona dla ciebie. Bierzemy ją!
-Ale, no Harry, ona nie jest tania!
-Nie ważne. Jest ładna, a teraz przymierz jeszcze to!
Pomachał bielizną przed moją twarzą. Chwyciłam ją w ręce, zasunęłam zasłonę i zaczęłam zdejmować sukienkę. Do szatni wszedł Harry. Zasłoniłam się przed chwilą zdjętym ubraniem.
-Co ty robisz?
-Chyba potrzebujesz pomocy.
-To ty tak uważasz.
-Ja to wiem. No już odwróć się!
-Czy ty kiedyś przestaniesz być taki natrętny?
-Taki już jestem. No to co mierzymy?
-Harry. Ta sukienka w zupełności mi wystarczy.
-Nie! Ja chcę Ci kupić więcej!
-Ale ja nie wiem czy to dobry pomysł.
-To genialny pomysł! No już, przymierz tą bieliznę.
-Okay.
-Grzeczna dziewczynka.
-Oh.. Nie mów tak!
-Wiem, że to lubisz.
Odgarnął moje włosy z czoła i je pocałował.
-Przymierz.
Wypchnęłam go z przymierzalni i zmierzyłam komplet. No tak, była idealna. Wiedział co lubię. Miał rację.
Wyszłam z szatni, po tym jak się ubrałam i poszliśmy do kasy. Ekspedientka zapakowała rzeczy w papierowa torbę, a Harry zapłacił.  Ucałował czubek mojej głowy, a ja się zarumieniłam.
Wyszliśmy ze sklepu wtuleni w siebie.
-Harry?
-Hm..?
-Co zamierzasz założyć na wieczór?
-Chyba jakąś koszule w kratę i moje ulubione czarne spodnie. A ty?
-Ah.. Tak, mówisz o tych schodzonych rurkach?
-Tak, właśnie o tych.
-Trzeba Ci odświeżyć szafę. Kupić nowe buty, spodnie. Cały czas w tych samych chodzisz.
-Lubię je. Są wygodne.
Weszliśmy do kolejnego sklepu. Rzuciłam się na dział męski, a Harry na damski. On mi coś znajdzie, a ja jemu.
Wzięłam trzy pary zwykłych, czarnych rurek, parę krótkich, dżinsowych spodenek, parę granatowych rurek, koszulę w czerwono-czarną kratę, a także niebiesko-czarną, czarną aksamitną marynarkę, parę bordowych obcisłych spodni, czarny sweterek, kilka neonowych koszulek, szare T-shirty. Musiałam poprosić ekspedientki o pomoc w noszeniu tego wszystkiego. To nie był koniec. Ja nadal szukałam. Kolejna marynarka, tym razem czarna, brązowa koszulka z rękawem ¾ i trzema metalowymi guziczkami Zwykła biała, taliowana koszula, powinna się przydać i podobać Harry’emu. No, skończyłam w tym sklepie. Z uśmieszkiem na twarzy powędrowałam do przymierzalni. Usiadłam przed nimi na dużej, czerwonej, skórzanej kanapie. Ekspedientki proponowały mi już jakieś czasopisma, kawę, herbatę i wodę. Zwracały się do mnie, jakbym była co najmniej królową Elżbietą. Nie potrzebowałam tego wszystkiego. Chłopak wszedł do szatni, a za nim szły panie z dużą ilością ubrań, które miałam przymierzyć. Jak nic, spędzimy tutaj godzinę. Harry uśmiechnął się do mnie i podał kobietom rzeczy, które miał na rękach, aby rozwiesiły je w szatni i pomogły mi.
-Widzę, że dużo dla mnie wybrałaś.
-Mówiłam, trzeba odświeżyć twoją szafę. Zacznij od spodni. Idź pierwszy! Chcę zobaczyć Cię we wszystkim.
Harry nie sprzeciwił się i grzecznie wszedł do przebieralni, a ja rozsiadłam się wygodniej na sofie. Po niecałych dwóch minutach Harry wyszedł z szatni w czarnych rurkach, potem bordowych, granatowych i na końcu krótkich spodenkach. Wszystkie pasowały. Czas na koszulki. Z szesnastu wybrał jedenaście. Chyba wiem co lubi. Harry ubrał się w swoje rzeczy i wyszedł z przebieralni.
-Teraz Ty! Panie ci pomogą a ja popatrzę.
-No dobra.
Wstałam z kanapy i ruszyłam do przebieralni. Spojrzałam na rzeczy, które znalazł Harry. No tak. Czego ja mogłam się spodziewać. Większość to krótkie, obcisłe sukienki.
-Harry!
-Co?
-Krótszych się nie dało?
-Mam iść poszukać? Była tam jedna taka…
-Nie! To był sarkazm!
-Szkoda.
Wychyliłam się zza zasłony i posłałam mu mordercze spojrzenie. Śmiał się. Ba.. żeby tylko. Zwijał się ze śmiechu na kanapie. Wróciłam do mierzenia ubrań. Wszystko pasowało. Harry mówił, że we wszystkim wyglądam świetnie. Jednak ja miałam inne zdanie.
-No nie wiem Harry.
-Bierzemy! Dla mnie jest świetnie.
Wstał z kanapy i podszedł do mnie.
-Wyglądasz cudownie.- Odgarnął włosy z mojej szyi i ucałował ją- I bardzo seksownie.
Odepchnęłam go i weszłam z powrotem do szatni. Przebrałam się w swoje rzeczy. Wyszłam z przymierzalni. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Harry’ego. Stał przy kasie i śmiał się razem z kasjerką.  Druga kobieta pakowała wszystko do toreb. Podeszłam do mojego chłopaka i złapałam go za rękę. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie do kasjerki. Zmroziły mnie wzrokiem. No tak, pewnie myślą, że żeruję na Harry’m. To nie było miłe. Chwycił za trzy torby i wyszliśmy. Ustaliśmy, że teraz wejdziemy do sklepu z obuwiem. Harry rozglądał się za trampkami Converse, butami do biegania i jakimiś na co dzień, które byłyby podobne do tych brązowych sztybletów. Zdecydował się na białe trampki. No tak, a to dziwne. Ma już chyba szóstą taką parę. Jeśli chodzi o sportowe buty, to wybrał neonowe Nike. Mówił, ze są najwygodniejsze, ale kolor był identyczny jak tej koszuli, którą mu kupiliśmy. Mogę stwierdzić, że wiem co mu się podoba. Harry namówił mnie na parę sandałków na obcasie i takie same Converse jak on miał. Następnym sklepem, do którego chciał wejść był salon z garniturami. Po co mu?  Od razu gdy przekroczyliśmy próg sklepu, Harry’ego zaatakowały ekspedientki. Chyba go znały, bo powitały go słowami: „Witamy Panie Styles, życzy sobie Pan tak jak zawsze szklankę wody?” Tak, to było trochę dziwne, ale rozumiałam, że jest sławny. Znają go wszędzie.
-Nie Pani Carolino. Jestem tu z moją dziewczyną i chciałem, aby doradziła mi co mogę założyć na ślub.
-Żeni się Pan?
-Nie, nie ja. Mój znajomy, ale to nieistotne.
-Mamy nowa kolekcję, co prawda jeszcze jej nie wystawiliśmy, ale może ją Pan zobaczyć.
-Jeśli mógłbym.
-To zapraszam tam.
-To nie będzie problem? Prawda?
-Oczywiście, że nie. Jesteśmy dumni z tego, że jest Pan naszym klientem.
Ekspedientka zaprowadziła nas na zaplecze. Na wieszakach, jeszcze w pokrowcach wisiały nowe garnitury.
-Niektóre modele są tylko w jednym rozmiarze.
-Szukam czarnego garnituru.
-To tutaj, już Panu pokazuje.
Kobieta pokazała nam trzy garnitury. Harry je dokładnie obejrzał i przymierzył. W każdym wyglądał świetnie.
**
-Może zrobimy sobie przerwę i pójdziemy na kawę?
-Już masz dosyć?
-Nie po prostu chciałem chwilę z tobą posiedzieć, sam na sam.
Wybraliśmy się do najbliższego Starbucks’a. Ja zamówiłam White Caffè Mocha, a Harry- Espresso Macchiato, a do tego dla każdego z nas po Bajglu z serkiem śmietankowym. Usiedliśmy przy stoliku w rogu kawiarni i czekaliśmy na nasze zamówienie. Rozmawialiśmy o najbliższych koncertach One Direction, zbliżającej się trasie, wszystkim. Siedzieliśmy obok siebie. Jego ręka spoczywała cały czas na moim kolanie i lekko je głaskała. Musnęłam jego usta. Uśmiechnął się do mnie. Kobieta przyniosła nasze zamówienie. Upiłam łyka z mojej kawy. Posłodziłam i zamieszałam łyżeczką. Poczułam rękę chłopaka, która sunęła w górę mojej nogi. Spojrzałam na nią i zatrzymałam.
-Harry?!
Jego głowa była zanurzona pomiędzy moim ramieniem a szyją. Pozostawiał tam pocałunki.
-Harry?! Co ty robisz?
-Nic.
Zamruczał do mojego ucha. Proszę Harry, nie teraz. Nie teraz. Ścisnęłam mocniej jego dłoń, aby przestał. Nie przestawał.
-Harry! Proszę. Nie teraz.
-Czemu nie?
Mówił tym sowim niesamowicie kuszącym głosem, który doprowadzał do szaleństwa. Wiedział, ze nie mogę
się mu oprzeć. Jednak teraz musiałam. Odepchnęłam go całkowicie od siebie. Wstałam i poszłam do łazienki. Przed wejściem do niej, spojrzałam na chłopaka. Był zaskoczony. Bardzo. Spojrzałam lustro w toalecie. Poprawiłam włosy. Pociągnęłam usta błyszczykiem. Przeczesałam jeszcze raz ręką włosy i wyszłam. Siedział i robił coś w telefonie. Usiadłam naprzeciwko niego, aby sytuacja sprzed chwili się nie powtórzyła.
-Harry? Wszystko w porządku?
-Tak.
-Właśnie widzę.
-Myślałem, ze będziesz milsza.
-Co mam być dziwką, która za parę rzeczy puści się?
-Oczywiście, że nie. Ale milsza możesz być.
-Jeśli ci to nie pasuje mogę iść.
-Zostań.
-Po co jeśli Ci to przeszkadza?
-Oh.. No zostań.
Wstał z fotela i podszedł do mnie od tyłu.
-Zostań. Zostań dla mnie. Nie chciałem tak zareagować.
Ucałował mój policzek.
-Chodź. Idziemy się przejść.
-A co zrobimy z tym?
Wskazałam na torby ze sklepów.
-Mój ochroniarz się tym zajmie. Co powiesz na Hyde Park?
**
Kiedy dotarliśmy do parku, Harry zaczął chwalić się swoją wiedza na jego temat.
-Wiedziałaś, że Hyde Park to jeden z królewskich parków w Londynie? Położony na obszarze 390 akrów. W 1536 roku Hyde Park nabył w posiadanie Henryk VIII, który pozyskał je od mnichów z Opactwa Westminsterskiego. Później park był prywatnym terenem łowieckim Jakuba I. W 1637 roku Karol I zmienił jego naturę i park stał się miejscem publicznym.
Harry chyba planował przyjście tutaj, bo jaki normalny człowiek to spamięta?
-W Hyde Parku występowało też wiele osób. Na przykład The Rolling Stones  w 1969r., Pink Floyd w 1970r., Queen w 1976r., Eric Clapton- 1996r., Bon Jovi w 2003 i 2011r., Red Hot Chili Peppers w 2004r., i Madonna w 2012r.
Kiedy Harry skończył swoją przemowę usiedliśmy w cichym miejscu na ławeczce i patrzyliśmy na dzieci bawiące się w oddali. Oparłam głowę o ramię Harry’ego, a ten mnie objął nim.
**
Wróciliśmy do domu, w którym panował ogromny bałagan. Nie przejęliśmy się tym i ruszyliśmy do naszej sypialni. Była godzina 19. Planowaliśmy wyjście do klubu na 21. Wyjęłam jedną ze swoich nowych sukienek, która zmuszała mnie do wstrzymywania powietrza w płucach. Zrobiłam szybko jakiś makijaż, włosy pozostawiłam rozpuszczone. Włożyłam szpilki na nogi. Byłam gotowa.