Strony

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 22

Obudziłam się cała obolała. Posiniaczone dłonie, nogi i twarz. Nie mogłam się ruszyć. Znajdowałam się małym pokoju. Ściany były szarobure. W niektórych miejscach znajdowały się zadrapania i plamy pozostawione przez krew. Mam krzyczeć czy nie? Leżałam na starym, dużym i w dodatku brudnym materacu. Łza spłynęła po moim policzku.  
**
Parę godzin później usłyszałam kroki. Następnie skrzypniecie drzwi. Zacisnęłam mocno oczy. Nie chciałam widzieć nikogo. W obecnej sytuacji wolałam się wcześniej w ogóle nie obudzić. Gorący podmuch dotykał mojej twarzy i szyi. Wywołał gęsią skórkę.
-Jestem ciekawy jak zareaguje Styles gdy się dowie o śmierci swojej dziewczyny.
Szybko otworzyłam szeroko oczy, ale po chwili tego pożałowałam.
**
Dopokoju znowu wszedł ktoś. Spojrzałam w kierunku postaci. To nie był ten sam mężczyzna. Jego spojrzenie było ciepłe. Miał uśmiech na twrzy.
-Dzień dobry aniołku. Jak się spało?
Mój mózg zaczął szybko analizować ciało mężczyzny i przetwarzać informacje. Usiadł obok mnie na materacu i położył dłonie na kolanach. Byliśmy sami w pokoju. Jego wzrok po chwili zwrócił sie ku mnie. Dłoń położył na moim zmarzniętym policzku. Przejechał kciukiem po nim i otarł jedna z łez.
- Mnie nie musisz sie bać.
Podniosłam sie na łokciach. Spojrzałam na niego i dokładnie przyjrzałam sie jego twarzy.
- Skąd mam mieć pewność, że nic mi nie zrobisz?
- Bo zamierzam cię stąd zabrać i zająć się tobą. Chcę abyś wróciła do zdrowia. Odzyskała siły.
Więcej już się nie odezwałam.
Mężczyzna wstał i kierował się w stronę wyjścia.
- Gdzie moje maniery? Nie przedstawiłem się na początku. Jestem Matt.
Pokiwałam głową i wyszedł. Jednak po chwili wrócił z torbą. Położył ją obok mnie. Rozsunął i wyjął kilka ubrań.
-Zdejmij te brudne ubrania i ubierz to.
Nie ruszyłam się. Byłam zbyt obolała.
-Mam ci pomóc?
Pokiwałam głową. Podwinął moja koszulkę a ja zacisnęłam dłonie na materiale aby nie odkrywał więcej mojego ciała.
-Musisz się przebrać.
-Nie patrz na mnie.
-Nic ci nie zrobię. Obiecuje.
**
Siedzieliśmy w samochodzie Matt’a . Pozwolił mi wybrać muzykę, aby się choć trochę rozluźnić. Prowadził dość swobodnie.
-Co się stało z tamtym mężczyzną?
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
W głowie już układały mi się scenariusze dotyczące losów nieznajomego mężczyzny.
Zatrzymaliśmy się na podjeździe przed dużym, zadbanym domem. Zapewne należał do niego. Wyjął kluczyki ze stacyjki i wysiadł z samochodu. Obszedł samochód, otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta. Wyjął torby z bagażnika i poszliśmy do domu.
-Gdzie jest mój telefon?
-Mam go w kieszeni. Już ci daje.
Wyciągnął telefon i podał mi go. Był wyłączony.
-Niestety padła bateria.  U mnie możesz go naładować.
Posłał mi cudowny uśmiech warty okładek najlepszych magazynów modowych.
Weszliśmy do domu i od razu pokazał mi pokój dla mnie. 
-Idź pod prysznica, a potem połóż się spać. Dobrze ci to zrobi.
-Powinnam najpierw poinformować najbliższych, że ze mną wszystko w porządku.
-Zadzwonisz jutro. Dobrze?
-W porządku. Gdzie jest łazienka?
-Każdy pokój ma własną łazienkę. Ręczniki i szlafroki są w szafce po lewej.  Czystą szczoteczkę do zębów powinnaś znaleźć w szufladzie pod umywalką.
-Dziękuję.
**
Zapach świeżo parzonej kawy wypełnił moje nozdrza. Otworzyłam powoli oczy, a promyki słońca sprawiły, że musiałam je zamknąć. Odkryłam fałdy kołdry i postawiłam stopy na zimnej posadzce. Owinęłam się ciaśniej szlafrokiem i powędrowałam za zapachem. Matt stał w kuchni i szykował śniadanie.
-Cześć.
Odwrócił się i uśmiechnął w ten swój niesamowity sposób.
-Cześć. Wyspałaś się? Dobrze się czujesz?
-Tak, jest o wiele lepiej.  Dziękuję.
-Chcesz kawy, herbaty, wody, soku?
-Kawę poproszę.
Oparłam się o blat kuchenny i patrzyłam jak Matt przygotowuje kawę.
-Chciałabym wrócić dzisiaj do domu.
-Jesteś pewna?
-Przyjaciele będą się o mnie martwić.
-To zadzwoń do nich.
-To też zrobię.
-Proszę Cię. Zostań choć parę dni.
-Przemyślę to.
Podał mi gorący kubek kawy nad którym unosiła się para. Podmuchałam i upiłam łyk.
-Czemu mi pomagasz?
-Nie pamiętasz mnie prawda?
-Przepraszam, ale nie.
-Chodziliśmy razem na angielski. Podkochiwałem się w tobie, ale ty wtedy byłaś z jak mu tam? Justinem? Nadal jesteście razem?
-Nie. Niedawno się rozstaliśmy. Widziałam się z nim parę dni temu.
-Przykro mi.  Wyglądaliście na dość szczęśliwą parę. 
-Byliśmy.
Po moim ciele przeszedł dreszcz na myśl o wspomnieniach. Spojrzałam na malutki tatuaż, który miałam dzięki Justinowi. Upiłam łyk kawy i od razu poczułam się lepiej. Powinnam to wszystko przemyśleć. Rozwiązać problemy z Harrry’m, Justin’em i Zayn’em . 
-Matt?
-Hm..?
-To jest bardzo dobry pomysł, abym to została na kilka dni, ale nie będę ci przeszkadzać?
-Cieszę się, że chcesz zostać.
**
-Co powiesz na to byśmy spędzili wieczór oglądając jakieś filmy i zajadając się chińszczyzną, pizzą i chipsami?
-Skąd wiesz co lubię?
-Nie chcesz wiedzieć.
-Powiedz mi. Skąd wiedziałeś, że byłam w tym magazynie?
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Powinnam wiedzieć.
-Mam nie za dobre stosunki z tym facetem, który cię przetrzymywał. Powiedzmy, że uratowanie ciebie było tylko takim bonusem.
-Przepraszam, jeśli narobiłam ci kłopotów.
-Jest w porządku.
**
W końcu włączyłam telefon. Miałam aż 48 nieodebranych połączeń od Harry’ego,8 od rodziców, ale oni pewnie nic nie wiedzieli o moim zniknięciu,  26 od Eleanor, po 15 od reszty chłopaków, a Justin przerósł chyba sam siebie bo aż 84 połączenia. O wiadomościach już nie wspomnę. Była ich masa. Postanowiłam zadzwonić do Harry’ego. Odebrał zaraz po pierwszym sygnale.
-Ava? Gdzie ty jesteś? Co się z tobą dzieje?
-Ha-Harry. Tęskniłam za twoim głosem.
-Ava, gdzie jesteś?
-Nie znam dokładnie adresu. Nie martw się. Wszystko jest w porządku. Matt mnie odwiezie do domu w tym tygodniu.
-Kim do cholery jest Matt?
-Harry nie martw się.
-Spakuj się, przyjadę po ciebie niedługo.
-Harry!
Rozłączył się.  Jak ma niby przyjechać po mnie, jak nie wie dokładnie gdzie jestem? A może powinnam mu była powiedzieć? Powinien po mnie przyjechać. Martwi się, chyba.
**
Niecałą godzinę później usłyszałam dzwonek do drzwi.  Poszłam otworzyć, bo Matt właśnie się czymś zajmował u siebie w biurze.
-Harry?
-Ava. Bogu dzięki. Nic ci nie jest.
Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Cały czas tylko dziękował Bogu, ze jestem cała.
-Wiesz jak się martwiłem?
-Jak mnie znalazłeś?
-Przez twój telefon. Gdybyś nie zadzwoniła, nawet nie chcę myśleć o tym.
-Harry? Nie powinieneś być teraz w trasie?
-Dziwnym trafem akurat dzisiaj i jutro nie mam koncertów.
Cwaniacki uśmieszek się pokazał na jego twarzy.
-Nie odstąpię cię teraz na krok.
**
KONIEC CZĘŚCI I